Ile naprawdę kosztuje klientka z Boosta — i kiedy się zwraca
Zacznijmy od rzeczy, której nie da się kupić za żadne pieniądze: Booksy naprawdę przyprowadza klientki. To polska firma, aplikację ma na telefonie pół Polski, a portal działa — ktoś, kto nigdy o Tobie nie słyszał, wpisuje „paznokcie” i „Wola”, i trafia na Twój kalendarz. Żaden abonament tego nie zastąpi, a większość systemów rezerwacji, łącznie z naszym, tego nie robi.
Ten tekst nie jest więc o tym, czy Boost działa. Jest o tym, ile on kosztuje, bo to jedna z niewielu decyzji w salonie, którą da się policzyć na kartce — a prawie nikt jej nie liczy.
Jedna liczba, którą trzeba znać
Boost pobiera 45% netto z pierwszej zakończonej wizyty nowej klientki. Nie z zysku, nie z marży — z ceny usługi. Kwota z polskiego cennika Booksy, sprawdzona 29 sierpnia 2026.
Przy Twoich cenach wygląda to tak. Manicure hybrydowy za 150 zł: pierwsza wizyta zostawia Ci 82,50 zł, a 67,50 zł idzie do Booksy. Przedłużanie za 250 zł: oddajesz 112,50 zł. Stylizacja rzęs za 300 zł: 135 zł. To nie jest opłata za system — abonament płacisz osobno, 145 zł netto miesięcznie plus 35 zł netto za każdą kolejną osobę w zespole.
Kiedy to się zwraca
Zwraca się wtedy, kiedy klientka wraca. Przy manicure za 150 zł oddajesz na wejściu 67,50 zł, czyli równowartość niecałej połowy jednej wizyty. Jeśli ta sama osoba przyjdzie jeszcze dwa razy, prowizja rozkłada się na trzy wizyty i schodzi do 15% — to już rozsądny koszt pozyskania klientki. Jeśli nie wróci ani razu, zapłaciłaś 67,50 zł za jedno popołudnie przy stanowisku.
Cała decyzja siedzi więc nie w cenniku Booksy, tylko w Twoim wskaźniku powrotów. I to jest liczba, której większość salonów nie zna — nie dlatego, że jest trudna, tylko dlatego, że nikt jej nie pokazuje. Jeżeli nie wiesz, ile Twoich nowych klientek wraca po raz drugi, nie wiesz też, czy Boost jest u Ciebie tani czy drogi.
Policz to na własnych danych, zanim policzysz to na cudzych
Weź ostatnie trzy miesiące i policz dwie rzeczy: ile nowych klientek przyszło z portalu i ile z nich ma w kalendarzu drugą wizytę. Jeśli wraca mniej niż co trzecia, prowizja jest realnym kosztem, a nie inwestycją — i pytanie brzmi, co się dzieje po pierwszej wizycie, a nie ile kosztuje kolejna reklama.
Najczęstsza odpowiedź nie jest o cenie ani o jakości pracy. Nowa klientka wychodzi, nie umawiając się od razu, i nikt się do niej nie odzywa. Termin na kolejną wizytę zaproponowany jeszcze przy ladzie, przypomnienie na dzień przed i wiadomość po miesiącu do kogoś, kto był raz, robią dla wskaźnika powrotów więcej niż jakikolwiek portal.
Co z resztą rynku
Polska ma więcej systemów, niż się wydaje, i nie wszystkie biorą prowizję. Saloner kosztuje 110 zł netto miesięcznie plus 15 zł za kolejnego użytkownika, ma własny portal i nie bierze prowizji od wizyt. Estetify to 99 zł brutto bez dopłat za pracowników, ale i bez zadatków, kart podarunkowych czy katalogu. Calendesk to 197 zł netto za plan Standard, z limitem 750 rezerwacji. Rezobo jest darmowe, dopóki bierzesz pieniądze przy ladzie — po włączeniu zadatków pobiera 2,5%. Fresha ma polską wersję cennika, ale kwoty podaje w funtach i nadal bierze 20% pierwszej wizyty nowej klientki.
Wnioski z tego są dwa i oba są nudne. Po pierwsze: „darmowe” prawie zawsze ma miejsce, w którym zaczyna kosztować, i warto wiedzieć które, zanim się przyzwyczaisz. Po drugie: abonament jest kosztem stałym, a prowizja rośnie razem z Tobą — im lepiej Ci idzie, tym więcej oddajesz.
Co robimy my i czego nie robimy
Slotora kosztuje 0 zł, bez prowizji od wizyt, z zespołem bez limitu. Powiemy jednak uczciwie, czego nie mamy: nie mamy portalu wielkości Booksy i nie przyprowadzimy Ci klientki, która nigdy o Tobie nie słyszała. Mamy Twoją stronę rezerwacji, kalendarz, kartotekę klientek, przypomnienia i zadatki — czyli tę część, która sprawia, że klientka, którą już masz, wraca. Booksy a Slotora: pełne porównanie · Załóż darmowe konto
Najrozsądniejsza decyzja nie musi być „albo–albo”. Jeżeli portal Booksy realnie przyprowadza Ci nowe osoby, to jest kanał marketingowy i tak należy go liczyć — z kosztem pozyskania i wskaźnikiem powrotów. Ale wtedy warto wiedzieć, ile ten kanał kosztuje, i mieć drugie miejsce, do którego wracają stałe klientki, żeby prowizja dotyczyła tylko tych naprawdę nowych.
