Obsługa wielojęzycznych klientek: dźwignia wzrostu, którą ignoruje większość salonów
Klientka w polskim mieście od dawna nie mówi wyłącznie po polsku. Samych obywatelek i obywateli Ukrainy z ważnym tytułem pobytowym jest w Polsce ponad półtora miliona, do tego dochodzą studenci, pracownicy zagranicznych firm i osoby, które w Warszawie, Krakowie czy Wrocławiu porozumiewają się po angielsku. Rezerwują i tak — ale zostają na stałe tam, gdzie ktoś wyszedł im naprzeciw w ich języku.
Gdzie język naprawdę ma znaczenie
- Sama rezerwacja: wybór usługi i godziny nie może kosztować klientki wysiłku
- E-maile z potwierdzeniem i przypomnieniem: daty, godziny, polityki — nieporozumienia tutaj kosztują realne pieniądze
- Proces odwołania: klientka, która nie znajdzie przycisku anulowania, po prostu nie przychodzi
Efekt kumulacji
Takie środowiska polecają sobie salony wewnątrz własnego kręgu. Opinia „tam da się umówić po angielsku” obiega grupę na Facebooku szybciej niż jakakolwiek reklama i robi z Ciebie wybór domyślny dla całej sieci znajomych — a tego konkurencja nie skopiuje rabatem.
Strony rezerwacji Slotory i każdy e-mail do klientki działają w sześciu językach — po polsku, angielsku, niemiecku, rumuńsku, węgiersku i turecku — a każda klientka dostaje swój. Ty nie ustawiasz nic; to po prostu działa.
